DO CIEPŁYCH KRAJÓW

DO CIEPŁYCH KRAJÓW

pokaz slajdów z podróży rowerowej po Afryce

7 maja 2009
Wydział Filologiczny UG,
ul. Wita Stwosza 55, Gdańsk

Wstęp wolny!

Podczas podróży powstawał blog – literacki zapis wędrówki i spotkań z ludźmi.

Wróbel wyruszył z Maroka 10 marca 2008. Po powrocie z podróży sytuację na Saharze Zachodniej określa krótko: marokańska okupacja. Nie zmienia to faktu, że Marokańczycy we wspomnieniach Wróbla są ludźmi, którym poznanie z przybyszem sprawia wielką radość. Mauretańska Sahara latem to bodajże najtrudniejsze chwile w podróży. Tak się Wróblowi wydawało do momentu, kiedy napotkał innego rodzaju problemy – związane z widokiem naładowanej broni w rękach nigeryjskich żołnierzy na punktach kontrolnych. Mali przywitało muzyką, kolorami i uśmiechami pięknych kobiet. Festiwal w Ouelessebougou, na którym Wróbel zagrał na klarnecie w otoczeniu miejscowych gwiazd muzyki. Wróbel poznał znaczenie nazwy Burkina Faso – Dom Ludzi Wewnętrznie Zintegrowanych. W jednym z najbiedniejszych krajów świata doświadczył gościnności, serdeczności i bezinteresowności. W Ghanie Wróbel przez kilka dni miał towarzysza podróży, muzyka reggae. Wspólna rowerowa podróż, Kofi po raz pierwszy spał w buszu, Wróbel poznał znaczenie słowa bombocratic. Chwila nieuwagi w Togo dała okazję złodziejowi do kradzieży między innymi aparatu fotograficznego, śpiwora, maczety, narzędzi rowerowych, a przede wszystkim notatnika. Opis działania togijskiej policji, który przekazał nam Wróbel, jest tyleż komiczny, co tragiczny. Przedłużające się śledztwo pozwoliło na poznanie nocnego życia Lome. Wróbel po raz pierwszy doświadczył ataku malarii. W Beninie wprowadza czytelników bloga do świata artystycznego Cotonou, w którym przewodnikiem jest stary muzyk, niegdyś znany i podziwiany. Losy Afryki zbiegają się tu z dramatem człowieka. Pomimo wybitych przez funkcjonariuszy bezpieki zębów i straconych lat, Samson dalej tworzy. Jam session z artystką reggae Amandą i Samsonem kończy spotkanie w Cotonou. W Nigerii Wróbel odmówił wręczenia łapówki, w wyniku czego dostał wizę tylko na 2 dni, w ciągu których musiał pokonać ponad 1000 km. Nie zrezygnował z zamierzenia podróżowania rowerem. W efekcie był clandestino – nielegalnie przebywał na terenie kraju po wygaśnięciu wizy. Przejechanie Nigerii wiązało się z ryzykiem uznania za osobę wyjętą spod prawa. Stres podczas mijania licznych punktów kontrolnych spotęgowała nocna strzelanina. Wróbel odrzucił względy spotkanej po drodze Kamerunki. Następnego dnia obudził się z potwornym swędzeniem całego ciała. Tłumaczyłby to działaniem insektów, gdyby był w Europie. W Afryce uwierzył w czary. Swędzenie trwało czterdzieści pięć dni. Pierwsze spotkanie z Polakami w Afryce miało miejsce na misji katolickiej w Ebolowej. Wróbel opisuje dobrą robotę polskiego misjonarza, opiekuna nie tylko duchowego, miejscowej ludności. W Gabonie, na prośbę polskiej internautki, Wróbel podjął się zadania odszukania pana A. i przekazania mu informacji o rodzinie, z którą dawno stracił kontakt. Podjęcie trudu zaowocowało nawiązaniem kontaktu z miejscową rozgłośnią radiową, dzięki której pan A. się odnalazł. Zjechanie z wytyczonej trasy pozwoliło Pawłowi doświadczyć spotkań z ludźmi, dla których był trzecim białym odwiedzającym ich wioskę. Trzecim odkąd sięgali pamięcią. W Republice Konga Wróbel zsiadł z roweru. Brnąc po kostki w piaskach płaskowyżu Bateke przez wiele kilometrów pchał rower. Po tygodniu zmagań dotarł do drogi asfaltowej, gdzie po raz drugi padł ofiarą ataku malarii. Do zdrowia powracał pod opieką polskich sióstr misjonarek w Oyo. Chaos Kinszasy przerażał i inspirował Wróbla. Przegrany mecz Demokratycznej Republiki Konga z Egiptem spowodował zamieszki na ulicach wielomilionowej metropolii. Wróbel został pobity przez rozwścieczony tłum. Nie zdążył wytłumaczyć, że jest Polakiem, nie Egipcjaninem. Wróbel pozwala czytelnikom swojego bloga zajrzeć do wnętrza typowego afrykańskiego slumsu. W chacie, do której został zaproszony, na dwunastu metrach kwadratowych mieszkało jedenaście osób. Wróbel zamieszkał jako dwunasty.

Chantal, dwudziestosiedmioletnia absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Kinszasie, spowodowała, że Wróbel przerwał podróż. W grudniu 2008 Wróbel kompletuje w Gdańsku dokumenty. Ślub odbędzie się w Kinszasie.

Wróbel, artysta, wyruszał do Afryki z zamiarem odnalezienia współczesnej sztuki. Jeśli chodzi o malarstwo, niewiele dały wizyty w artystycznych uczelniach. Jak sam mówi, płótno i pędzel w zinstytucjonalizowanej galerii nie są narzędziami, które byłyby przekonującym medium dla wykształconego artystycznie Europejczyka. Inaczej jest z rzeźbą, którą Wróbel fotografował z zachwytem i która wiele mówi o  Afryce i jej mieszkańcach. Po jakimś czasie odkrył, że ulica stała się swoistą galerią, miejscem, w którym dzieje się sztuka. Ręcznie malowane szyldy i billboardy. Wszechobecny taniec. Teatr, performance, w którym ludzie odgrywają swoje role, zarówno wykonując codzienne czynności, jak i świadomie uczestnicząc w przedsięwzięciach, które my, Europejczycy, nazwalibyśmy sztuką. Na afrykańskiej ulicy, rozbrzmiewającej dźwiękami codzienności, toczy się spektakl, zachwycający artystę z Europy, spektakl życia. Zafascynowany taką sztuką, Wróbel przekonuje, że artyści afrykańskich scen tworzą muzykę w rejestrach, które dla Europejczyków są niedostępne. Afrykańską muzykę przywiózł do Polski na pendrivie i w sercu. Podzielił się swoimi fascynacjami z czytelnikami bloga, który dziś stanowi literackie świadectwo podróży.

Więcej informacji na www.area.media.pl